niedziela, 23 lipca 2017

#doultra

lipiec 2017

Tak to już najczęściej jest, że jak pojadę gdzieś na zawody kibicować, to kiełkuje we mnie myśl, że "a może ja też?"... Tak było, gdy w kwietniu 2013 roku kibicowałam maratończykom i zechciałam sama przebiec królewskim dystans. Dokonałam tego w listopadzie tego roku w Toruniu - tu relacja. W maju 2017 kibicowałam triathlonistom i zamarzył mi się dystans 1/8, a w lipcu wzruszając się na mecie Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich w Lądku Zdroju postanowiłam, że ja też zostanę ultrasem. Na debiut wybrałam sobie Ultra Trail (dystans 68 km), bo jak kończyć ultra, to tylko wśród lądeckiej publiczności pod Domem Zdrojowym Wojciech.  

Rok na przygotowania to sporo, a ja do pracy wzięłam się od razu: były analizy trasy i międzyczasów zawodników, testy trasy i limitów, a także plany na kolejne miesiące pod kątem ultra...

Plany.
(1) etap przygotowań roboczo nazwany #kuMaderze, który zacznę pewnie w listopadzie, a w jego ramach jeden start w miesiącu, tj.:
grudzień-marzec - Zimowe Górskie Biegi w Falenicy (wiadomix, mój "must have"),
grudzień - Regatta Winter Trail (30 km, cross, przewyższenie ...),
styczeń - bieg Chomiczówki (15 km, asfalt),
luty - TUT (15 km, cross, przewyższenie ....),
marzec - półmaraton warszawski (asfalt),
kwiecień - maraton w ramach Madera Island Ultra Trail  (42 km, cross, przewyższenie ...)

(2) jak mnie dystans maratoński na Maderze nie pokona (dotychczas po obu maratonach na asfalcie miałam kontuzje pasma biodrowo-lędźwiowego, a takiego długiego dystansu w górach nie biegłam), to w maju przejdę do kolejnego etapu przygotowań #doultra. Myślę, o tym, aby pojawić się w okolicach Lądka w czerwcu i zrobić etap trasy Ultra Trail z wejściem na Czernicę i między Złotym Stokiem a Orłowcem.


Testy trasy.
Ostatni etap znam ze Złotego Półmaratonu z 2016 roku, więc mogę sobie testy odpuścić, a etapy (1) między Przełęczą Lądecką a Złotym Stokiem i (2) z Lądka przez Trojak i Przełęcz Gierałtowską do Starego Gierałtowa zrobiłam będąc w Lądku w 2017 roku. Przypadek? Nie, jak już obrałam za cel 68 km, to następnego dnia zrobiłam pierwszy etap trasy. Cała ja!


Limity.
O ile dwie godziny między Przełęczą Lądecką a Złotym Stokiem były w moim wykonaniu nierealne. Zabrakło do limitu dobrych 10 minut. O tyle, pierwsza część trasy pokonana w 1:45, a limit na punkcie na Przełęczy Gierałtowskiej wynosi 2:30. Niby dobrze, ale... zawodnicy, którzy zmieścili się w limicie 12 godzin, zrobili ten odcinek w półtorej godziny. Jest co poprawiać. W porównaniu do zawodników lepiej wypada też odcinek Przełęcz Lądecka - Złotym Stok, bo mało kto z osób, które ukończyły w limicie pokonał go w dwie godziny. Przyznać trzeba, że zawodnicy mieli już na starcie z Przełęczy Lądeckiej w nogach 34 kilometry, a robiąc pierwszy etap pewnie stopowali się ciut, no bo to ultra, a nie półmaraton...

Cele.
Na tapetę biorę międzyczasy dwóch zawodniczek z końca stawki. Prawie "z końca stawki", bo nie tak "z końca końca" z okolic limitu wyznaczonego przez organizatora, czyli 12 godzin. Mam (już dziś) apetyt na lepszy wynik. Cel A to złamanie 11 godzin, cel B to czas krótszy niż 11,5 godziny, a cel C ukończenie w limicie. Jak widać na wynikach poniżej, jak się zacznie wolniej jak kobieta z "moim celem A", to można po 34 kilometrze przycisnąć i polepszać międzyczasy.   

wyniki z 2016 jako cel A
Fakt, nie wiem co się działo na trasie obu Paniom. Gdybam, oglądam tylko cyferki i kalkuluję z kanapy. Nie mam pojęcia jak biegają, czy to były ich pierwsze zawody czy dwudzieste, czy się przygotowywały czy nie. Nie wiem, jak ja zareaguję na dystans i pogodę. Rozpoznanie w wynikach ma być informacyjne. Lubię biegnąc mieć cele i je realizować. Nawet jeśli to czasy między punktami kontrolnymi.

wyniki z 2016 jako cel B

Lektura.
Przy okazji porządków na blogu okazało się, że ja rozczytywałam się w pozycjach biegowych o ultra już w 2013 roku.... Mam za sobą lekturę "Ultramaratończyka" (tu recenzja), a także "Dogonić Kenijczyków" (tu recenzja). Myślę, że do tej pierwszej książki chętnie w zimowe wieczory wrócę.


sierpień 2017

Jestem po obozie biegowym w Karkonoszach. Sześć dni, sto kilometrów (tu relacja). Zniosłam to dobrze, mam porównanie do mojej formy i samopoczucia z obozu w 2014 roku, więc wiem jak potrafią boleć zakwaszone czwórki. Teraz poobolewały najbardziej łydki. Cieszy, że ciało zniosło wysiłek. Wspomagałam je rozciąganiem co wieczór.
Z rad-porad do zapamiętania: po wycieczce górsko-asfaltowej doszłam do wniosku, że moje Inov-8 są wyłącznie w teren. W Lądku jest sporo asfaltu, więc nie ma co odbijać sobie stóp.

Lektura.
Wchłonęłam lipcowo/sierpniowe Ultra. Sporo wiedzy, którą warto praktykować. Uśmiechnęłam się widząc porady dotyczące strategii. Analizę trasy, to ja już mam za sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz