wtorek, 1 sierpnia 2017

#kujesieni

Po starcie na początku czerwca w Elbląskim Biegu Piekarczyka, gdzie wybiegałam życiówkę na dystansie 10 km (tu relacja), oddałam swoją uwagę rozwojowi zawodowemu i biegałam rekreacyjnie. Tak szczerze zatem, można uznać, że miałam roztrenowanie i do poważnego biegania wróciłam na początku lipca, akurat na 9 tygodni przez wrześniem, na który mam "plany, panie, plany!"

Plany startowe:
2 września - start w BMW Półmaraton Praski - cel: złamać dwie godziny!
10 września - start w duathlonie w Makowie Mazowieckim - cel: złamać półtorej godziny.
16 września - może start na 10 km?
23 września - start w Półmaratonie Noteckim - cel: poprawić wynik z poprzedniego roku.
30 września - może start na 5 km?
14 października - 30 km w ramach Łemko Trail - w błocie zabawowo, bez napinki.

9 tygodni do września

Tydzień rozpoczęty z przytupem, bo trzecim miejsce w open kobiecych drużym w Running Adventure, czyli biegu na orientację zorganizowanym przez Sklep Biegacza.

fot. Biegowy Wariat
... a na deser w upalną niedzielę czas okołożyciówkowy w Biegu Królowej Marysieńki na warszawskim Wilanowie. Można uznać, że forma na starcie wybadana. Pracę "pod jesień" można rozpocząć.


Biega mi się średnio. Lato nie jest moją ulubioną porą treningową. W tygodniu udaje się robić cztery treningi biegowe, rowerowy i raz na dwa tygodnie pojawia się basen.

Podsumowanie: bieganie 37 km, rower 44 km.

8 tygodni do września

Atrakcją tygodnia zdecydowanie była wizyta w parku linowym. Nogi może i mam silne, ale stabilizacji zdecydowanie za mało, a pietra za dużo. Do treningów biegowych wpleciony rower z 20 podjazdami pod Agrykolę. W sobotę Parkrun (czyli mocna piątka) w 26 minut i w niedzielę wybeganie po lesie.

Finisz na Parkrun, fot. Mateusz Siek
Podsumowanie: bieganie 35 km, rower 40 km.

7 tygodni do września

Tydzień dla siły - we wtorek Falenica, a w sobotę i niedzielę wybiegania w Lądku po 13 km. Za pierwszym razem ze złotymi maratończykami z Przełęczy Lądeckiej do Złotego Stoku, a drugiego dnia z Lądka na Przełęcz Gierałtowską i zbiegiem do Starego Gierałtowa.

fot. archiwum własne

Rowerowo był grany ciąg 4 x 5 km na Wiązowskiej w Józefowie. Bezpiecznie może nie było, ale tempo zadowalające.

Podsumowanie: bieganie 37 km (w tym 26 km w górach), rower 38 km.

6 tygodni do września

Rozruch na początku tygodnia trudny, bo nogi betonowe po górach. Udało się je rozbiegać we wtorek, ale środa pozostała dniem regeneracji, rower wypadł. W czwartek mocne (jak dla mnie) pięć km po 5:50 min/km. Do kompletu w sobotę cross z podbiegami, a w niedzielę bieg z narastającą predkością. Z tego ostatniego jestem zadowolona, bo 10 km wyszło w godzinę, a tempa były od 7:00 do 5:20 km/min (wykres poniżej).

wykres tempa z treningu BNP

Ciężko mi odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim miesjcu jestem z formą. BNP jest jak pierwsza jaskółka, ale wiosny (w tym wypadku jesieni) jednak jeszcze nie czyni. Biega się ciężko, a sześć tygodni wydaje się okresem i długim i krótkim zarazem.

Podsumowanie: bieganie 32 km, rower 0 km.

5 tygodni do września

Biegania w tym tygodniu mało - w środę była Falenica, a w niedzielę pętelka na Suwalszczyźnie. Królował rower i dwie wycieczki - po Wigierskim Parku Narodowym (50 km) i po Suwalskim Parku Krajobrazowym (70 km).

fot. Aneta


4 tygodnie do września

Mimo, że treningi się dzieją, że nogi pracują, to zżera mnie stres i wątpliwości, czy to wystarczająco dużo, aby rozprawić się z tymi dwiema godzinami w półmaratonie... Kolejne podejście przede mną już 2 września w BMW Półmaratonie Praskim, a że w marcu byłam już o grosz przed zobaczeniem jedynki z przodu (tu relacja), to teraz i presja spora i niewiara, że jednak dam radę też...




W tygodniu poprzedzającym wyjazd na obóz w Karkonosze tylko basen, crosik i tempówki (nie widać tych dni na kalendarzu powyżej), czyli niby tylko 18 km, ale wypracowane, wypocone i zmęczeniowe. W sobotę się zacznie prawdziwa zabawa: kilometraż, siła i co tam jeszcze Szef Wyszkolenia wymyśli.

niedziela, 23 lipca 2017

#doultra

lipiec 2017

Tak to już najczęściej jest, że jak pojadę gdzieś na zawody kibicować, to kiełkuje we mnie myśl, że "a może ja też?"... Tak było, gdy w kwietniu 2013 roku kibicowałam maratończykom i zechciałam sama przebiec królewskim dystans. Dokonałam tego w listopadzie tego roku w Toruniu - tu relacja. W maju 2017 kibicowałam triathlonistom i zamarzył mi się dystans 1/8, a w lipcu wzruszając się na mecie Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich w Lądku Zdroju postanowiłam, że ja też zostanę ultrasem. Na debiut wybrałam sobie Ultra Trail (dystans 68 km), bo jak kończyć ultra, to tylko wśród lądeckiej publiczności pod Domem Zdrojowym Wojciech.  

Rok na przygotowania to sporo, a ja do pracy wzięłam się od razu: były analizy trasy i międzyczasów zawodników, testy trasy i limitów, a także plany na kolejne miesiące pod kątem ultra...

Plany.
(1) etap przygotowań roboczo nazwany #kuMaderze, który zacznę pewnie w listopadzie, a w jego ramach jeden start w miesiącu, tj.:
grudzień-marzec - Zimowe Górskie Biegi w Falenicy (wiadomix, mój "must have"),
grudzień - Regatta Winter Trail (30 km, cross, przewyższenie ...),
styczeń - bieg Chomiczówki (15 km, asfalt),
luty - TUT (15 km, cross, przewyższenie ....),
marzec - półmaraton warszawski (asfalt),
kwiecień - maraton w ramach Madera Island Ultra Trail  (42 km, cross, przewyższenie ...)

(2) jak mnie dystans maratoński na Maderze nie pokona (dotychczas po obu maratonach na asfalcie miałam kontuzje pasma biodrowo-lędźwiowego, a takiego długiego dystansu w górach nie biegłam), to w maju przejdę do kolejnego etapu przygotowań #doultra. Myślę, o tym, aby pojawić się w okolicach Lądka w czerwcu i zrobić etap trasy Ultra Trail z wejściem na Czernicę i między Złotym Stokiem a Orłowcem.


Testy trasy.
Ostatni etap znam ze Złotego Półmaratonu z 2016 roku, więc mogę sobie testy odpuścić, a etapy (1) między Przełęczą Lądecką a Złotym Stokiem i (2) z Lądka przez Trojak i Przełęcz Gierałtowską do Starego Gierałtowa zrobiłam będąc w Lądku w 2017 roku. Przypadek? Nie, jak już obrałam za cel 68 km, to następnego dnia zrobiłam pierwszy etap trasy. Cała ja!


Limity.
O ile dwie godziny między Przełęczą Lądecką a Złotym Stokiem były w moim wykonaniu nierealne. Zabrakło do limitu dobrych 10 minut. O tyle, pierwsza część trasy pokonana w 1:45, a limit na punkcie na Przełęczy Gierałtowskiej wynosi 2:30. Niby dobrze, ale... zawodnicy, którzy zmieścili się w limicie 12 godzin, zrobili ten odcinek w półtorej godziny. Jest co poprawiać. W porównaniu do zawodników lepiej wypada też odcinek Przełęcz Lądecka - Złotym Stok, bo mało kto z osób, które ukończyły w limicie pokonał go w dwie godziny. Przyznać trzeba, że zawodnicy mieli już na starcie z Przełęczy Lądeckiej w nogach 34 kilometry, a robiąc pierwszy etap pewnie stopowali się ciut, no bo to ultra, a nie półmaraton...

Cele.
Na tapetę biorę międzyczasy dwóch zawodniczek z końca stawki. Prawie "z końca stawki", bo nie tak "z końca końca" z okolic limitu wyznaczonego przez organizatora, czyli 12 godzin. Mam (już dziś) apetyt na lepszy wynik. Cel A to złamanie 11 godzin, cel B to czas krótszy niż 11,5 godziny, a cel C ukończenie w limicie. Jak widać na wynikach poniżej, jak się zacznie wolniej jak kobieta z "moim celem A", to można po 34 kilometrze przycisnąć i polepszać międzyczasy.   

wyniki z 2016 jako cel A
Fakt, nie wiem co się działo na trasie obu Paniom. Gdybam, oglądam tylko cyferki i kalkuluję z kanapy. Nie mam pojęcia jak biegają, czy to były ich pierwsze zawody czy dwudzieste, czy się przygotowywały czy nie. Nie wiem, jak ja zareaguję na dystans i pogodę. Rozpoznanie w wynikach ma być informacyjne. Lubię biegnąc mieć cele i je realizować. Nawet jeśli to czasy między punktami kontrolnymi.

wyniki z 2016 jako cel B

Lektura.
Przy okazji porządków na blogu okazało się, że ja rozczytywałam się w pozycjach biegowych o ultra już w 2013 roku.... Mam za sobą lekturę "Ultramaratończyka" (tu recenzja), a także "Dogonić Kenijczyków" (tu recenzja). Myślę, że do tej pierwszej książki chętnie w zimowe wieczory wrócę.


sierpień 2017

Jestem po obozie biegowym w Karkonoszach. Sześć dni, sto kilometrów (tu relacja). Zniosłam to dobrze, mam porównanie do mojej formy i samopoczucia z obozu w 2014 roku, więc wiem jak potrafią boleć zakwaszone czwórki. Teraz poobolewały najbardziej łydki. Cieszy, że ciało zniosło wysiłek. Wspomagałam je rozciąganiem co wieczór.
Z rad-porad do zapamiętania: po wycieczce górsko-asfaltowej doszłam do wniosku, że moje Inov-8 są wyłącznie w teren. W Lądku jest sporo asfaltu, więc nie ma co odbijać sobie stóp.

Lektura.
Wchłonęłam lipcowo/sierpniowe Ultra. Sporo wiedzy, którą warto praktykować. Uśmiechnęłam się widząc porady dotyczące strategii. Analizę trasy, to ja już mam za sobą.

niedziela, 4 czerwca 2017

deszczowa życiówka czyli Bieg Piekarczyka z chlupaniem w bucie

Zachęcona sukcesem Biegu Kazików (tu: relacja) z marca br., gdzie poprawiłam czas na dystansie dziesięciu km o trzy minuty, radośnie kontynuowałam treningi szybkościowe - bo to i szybko leci taka godzinka treningowa, a i zauważanie progresu biegowego uskrzydla. Cel-pal na rozprawienie się z kolejną dychą ustawiłam na IX Elbląski Bieg Piekarczyka w czerwcu.

Mapka trasy ze strony organizatora

Jadąc do Elbląga, miałam chytry plan przetruchtać trasę wyznaczoną przez organizatorów, a ku mojemu zaskoczeniu oficjalny przebieg jednej pętli trasy ogłoszono na czwartek dla wszystkich zainteresowanych chętnych. Udałam się zatem pod Bramę Targową i po wyściskaniu Piekarczyka po nosie (przesąd mówi, że to na szczęście), zapoznałam się z trasą biegu w towarzystwie Elblążan.

fot. Rafał Gruchalski

W niedzielę stawiłam się więc na starcie "jak po swoje", znając prawie każdy centymetr pętli (prawie, bo w czwartek biegaliśmy chodnikami, a nie ulicą). Zadowolona byłam również z pogody, bo mimo prognoz, że będą afrykańskie upały, od samego rana regularnie padało i temperatura tylko lekko przekraczała 20 stopni. Było zatem idealnie na poprawianie wyników.

fot. Leszek Marcinkowski

Zaczęłam spokojnie, pilnowałam tętna, aby było w okolicach 180-182, pierwsza piątka wyszła w czasie 26:26.

Jestem na tym zdjęciu, jak bum cyk cyk :)


Pewnie mogłam bardziej zaryzykować, ale przyspieszenie na drugiej pętli byłoby wówczas wątpliwe, a tak udało się. Znam się już na tyle, że wiem, że mój organizm woli wejść spokojniej na wysokie obroty. Równe tempo nie dla mnie - półmaraton warszawski mi to pokazał w tym roku zbyt dobrze (tu relacja).


Wykres tempa i tętna z biegu
Na drugiej pętli tętno podwyższyłam do 188 uderzeń na minutę i biegłam swoje wyprzedzając na lajciku. Na wahadle na Armii Krajowej wyrównałam tętno, biegnąc spory kawałek z Agnieszką (znajomość startowa, pozdrawiam Cię jeśli to czytasz!), ale widząc, że zostaje dwa kilometry do mety, a ja mam konwersacyjne tempo, pozostawiłam Ją przed Rycerską i pognałam za Zbyszkiem (również pozdrawiam!), co to debiutant i jubilat za jednym zamachem. Skąd to wiem? Ano słychałam konferansjera, to wiem :)

Przy przemierzaniu mostów nad rzeką Elbląg czułam już zmęczenie w nogach, ale głowa wiedziała, że zostało już tylko około kilometra, więc zaciskamy zęby i prosto do Piekarczyka. Nie po to go po nosie ściskałam, aby szczęścia nie przyniósł w postaci życiówki, nie?

Do Bramy Targowej, za którą była meta, gnałam nie słysząc własnych, najlepszych, prywantych Elbląskich Kibiców, co to zawodniczki z numerem 162 wyglądali, ale ich doping czułam jeszcze przed startem, więc krzyki się nie zmarnowały. Nie pozwoliłam się wyprzedzić w drzwiach bramy i tę pozycję utrzymałam do końca. Piękny finisz na niebieskim dywanie, dostaję medal, a zegarek pokazuje, że minuta z czasu na 10 km z marca urwana

YES, YES, YES!
Oficjalny czas z wyników - 51:44


To następna życiówka na tym dystansie pewnie w listopadzie. Jak to mówią - apetyt rośnie w miarę jedzenia... 

Moje lokaty:
open 438/732 (60% stawki)
open kobiet 65/216 (33% stawki)
kat. 25/99 (25% stawki)