Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztafeta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztafeta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

Accreo Ekiden czyli maratońska sztafeta z Blog@czami

Jak podaje organizator zawodów: Accreo Ekiden to rywalizacja sześcioosobowych sztafet. Każda drużyna łącznie pokonuje dystans równy długości maratonu. Pierwszy zawodnik pokonuje odcinek 7,195 km, dwaj następni 10 km, a trzej kolejni - po 5 km. Razem – 42,195 km (...) Nazwa „ekiden”, jak i tradycja sztafet długodystansowych, pochodzą z Japonii.

Dostałam miłą i zaszczytną propozycję biegu w jednym z zespołów Blog@czy. Akurat ja dołączyłam do Blog@czy Wściekłych, byli jeszcze Blog@cze Szybcy (ze zrealizowanym celem pokonania dystansu w czasie krótszym niż trzy godziny). Zostaliśmy wyposażeni w niebieskie koszulki od Brubecka, aby dzielnie zmagać się z królewskim dystansem na raty. Jak widać na zdjęciach humory nam dopisują, część osób z medalami już po rywalizacji, inni przed...

Blog@cze Wściekli i Szybcy minus ci, co akurat biegną
Ku lepszej identyfikacji od prawej Marcin, Wojtek, na górze: Przemek, Krasus, Leszek, Staszek i Przyjemność biegania, na dole od prawej rusz-sie.pl (kapitan obu drużyn), Michał i Sportowa Mama.

A tu specjalna sesja biegających blogerek. Od prawej: Sportowa Mama, Do mety, Przyjemność biegania, ja czyli Radosne bieganie oraz Brykanie, na dole: rusz-sie.pl (kapitan obu drużyn).

Blog@czki
Po przyjemnościach przedstartowych (iluż to znajomych spotkałam) przyszedł czas na wykonanie zadania, jakim była w moim wypadku czwarta zmiana (widać na numerze poniżej). Miałam spinkę, aby nie spóźnić się do strefy zmian. Staszek, od którego przejmowałam szarfę, dość precyzyjnie wyliczył mi czas, kiedy to powinnam nań czekać, ale tak czy inaczej byłam wcześniej i mocno (i w skupieniu) go wyglądałam...


... aż precyzyjnie przejęłam szarfę i pobiegłam na trasę swojej piątki, która stanowiła dwie pętle warszawskiej Kępy Potockiej. 


Biegło się w miarę, co prawda od drugiego kilometra zaczęło pobolewać kolano, ale ból nie narastał i dało się utrzymywać tempo 5:58-5:48 min/km. Szybciej biegło się przy strefie zmian (tam gdzie doping), wolniej na podbiegu, który urozmaicał już pierwszy kilometr pętli. Po nim było już płasko lub w dół.


Na czwartym kilometrze dostałam propozycję łyku piwa, a że z niej nie skorzystałam, to otrzymałam wsparcie zająca na dystansie kilkudziesięciu metrów z odprawą na koniec: Teraz biegnij już w trupa. Pozwoliło to podciągnąć tempo ostatniego kilometra do 5:30 min/km. (Dzięki Naderek!)

Jak już było naprawdę blisko do mety pozwoliłam sobie (po dopingu Blog@czy, który wywołał na mojej twarzy uśmiech jak widać poniżej) na finisz w tempie 4:44! W strefie zmian szybkie przekazanie szarfy i upragniona meta!  Wykonałam swoje zadanie w czasie 29:24.

Szarfa już gotowa do przekazania
A na mecie medal, który prezentuje się w pojedynkę i zespołowo znakomicie. Niestety nie udało się nam złożyć samodzielnie swych medali w komplet, ale byli tacy, którzy wpadli na ten pomysł, np. zespół sztafety Dream Team (gratuluję wyniku!).

Medale sztafety w kompozycji z biografią Mohameda „Mo” Farah - fot. Marcin Dulnik 

Blog@cze z mojej Wściekłej drużyny pokonali królewski dystans w czasie 3:43:47 uzyskując 467 lokatę na 767 zespołów, natomiast Blog@cze Szybcy wybiegali czas 2:59:18 i 48 lokatę. Bawiliśmy się przy tym wyśmienicie. Piknikowa niedziela na Kępie Potockiej na długo zostanie w mojej pamięci.

Na koniec o koszulce Brubecka ATHLETIC. My wybraliśmy wersję bez rękawów, innych mamy sporo, opcja bez pozwoliła nam szukać się w tłumie po gołuch ramionach. Koszulka została wykonana w technologii bezszwowej z dwuwarstwowej, oddychającej dzianiny. Wewnętrzna warstwa wykonana z poliestru szybko odprowadza wilgoć od skóry. Zewnętrzna warstwa poliamidowa odbiera wilgoć i nadmiar ciepła z pierwszej warstwy zapobiegając przegrzewaniu się organizmu. Doskonale odczuwalne było to dla mnie zarówno w chwilach ze słońcem, jak i w czasie gdy wiał chłodniejszy wiatr. Specjalne strefy wentylacyjne w miejscach o wzmożonej potliwości oraz luźniejszy krój gwarantują prawidłową wentylację organizmu w trakcie wysiłku. W koszulkach zastosowano funkcjonalny poliester, gwarantujący żywe i trwałe kolory. Na klatce piersiowej i plecach umieszczono elementy odblaskowe. Odzież posiada właściwości antybakteryjne i antyalergiczne. Koszulka idealnie sprawdza się podczas biegania oraz wszelkich aktywności outdoorowych w wyższych temperaturach. Jednym słowem - polecam. Myślę, że odkryłam koszulkę idealną. Obcisłą i oddziałującą na to co się dzieje z moim ciałem i jednocześnie reagującą na warunki atmosferyczne.

wtorek, 4 czerwca 2013

WTC - sztafeta 4x400

21°C
Aktualnie: Bezchmurnie
Wiatr: płn.-wsch. z szybkością 14 km/h
Wilgotność: 60%

Gdy na Endomondo zobaczyłam, że grupa Biegam na Tarchominie szuka obsady do sztafety, pomyślałam sobie "Czemu nie?". Zgłosiłam się, trójka chętnych już była. Przez płciową aklamację zostałam wybrana kapitanem drużyny i tak nie pozostało nic innego, jak stawić się na Agrykoli i pobiec.

Miejsce i zawody WTC mi znane, w końcu to tu wyżyłowałam życiówkę na kilometr. Z nowości, trafiłam przed startem do szatni (tam dostępne były toalety) i chyba do dziś pozostaję pod wrażeniem. Nie ważne, że o mały włos nie weszłabym do męskiej, bo pomyliłam lewo z prawo. Oko mi zbielało, że można udostępnić tzw. pełen węzeł sanitarny.

Przy rejestracji sztafety ustaliliśmy kolejność. Nie chciałam być pierwsza ani ostatnia. Wpisałam się jako druga, przede mną był Kamil, po mnie Mirek, na końcu Wojtek.



Kilka fotek sprzed biegu poniżej.






Atmosfera rywalizacji unosiła się jak zwykle w powietrzu, a mnie brakowało strategii na bieg. To że dam z siebie wszystko było wiadome, ale jak się biega 400 metrów? Ze szkoły średniej pamiętam tylko, że 300 metrów to był dystans, którego wybitnie nie lubiłam. Wypluwałam płuca, bo chciałam go przebiec sprintem jak mój koronny dystans 60 metrów...

Zaczęłam zatem od rozgrzewki z dwójką ze sztafety... Pobiegliśmy do Łazienek. Wspólne trzy kilometry, mnie starczyło, panowie wrócili dokręcić więcej.


Wylegując się na leżakach czekałam, aż nadejdzie godzina zero. Na starcie był szybki instruktaż zmian. Wyznaczono nam strefę przekazania pałeczki. No i START! Kamilowi udało się skończyć okrążenie na drugiej pozycji. Bardzo sprawnie przekazaliśmy sobie pałeczkę. Zaczęłam lekko biec a on finiszując przekazał mi ją. Myślę, że na pierwszych 10 metrach zostałam wyprzedzona przez jednego z zawodników. Gnałam przed siebie, aby nikt inny nie dał rady mnie wyprzedzić i... w połowie stadionu miałam wrażenie, że straciłam siłę do biegu. Poczułam się jak na zwolnionych obrotach kasety VHS... Głowa chciała szybciej a nogi nie dawały rady. Zaczęłam oddychać. Niby proste, a jednak miałam poczucie, że do tej pory biegłam beztlenowo. Kilka haustów powietrza i lepiej, choć tej pary co na początku już nie dałam rady z siebie wykrzesać... Na ostatniej prostej dołożyła mi inna biegaczka.

Przekazałam pałeczkę Mirkowi i mogłam w końcu pooddychać! Dwie minuty z kawałkiem intensywnego wysiłku a potem płuca bolą okrutnie!

Mirek zmieniał się z Wojtkiem. Nie wyszło im przekazanie pałeczki, bo każdy z nich myślał, że to się "samo" robi, ale Wojtek szybko ją chwycił z ziemi i w nogi! Skończyliśmy na trzeciej pozycji wśród pięciu zespołów sztafetowych.  Nasz wynik: 5:08,0. Jedenaste miejsce na szesnaście zespołów.

Wychodząc ze stadionu zastanawialiśmy się kiedy kolejna edycja, tak nam się ta sztafetowa rywalizacja spodobała.