sobota, 9 lutego 2019

odetkało się w Falenicy czyli poznacie ich po ich owocach

Trzeci start w ramach Zimowych Biegów Górskich, który odbył się 26 stycznia należy przemilczeć. Warunki były bardzo trudne, biegało się po śniegu, pod którym był lód. Z kolejnym okrążeniem wydmy tego pierwszego było coraz mniej, a ten drugi odkrył się w całej okazałości. Nogi się rozjeżdżały, biegłam bardzo asekuracyjnie. Nakładki z raczkami na buty w wielu miejscach nie zdały egzaminu. Osiągnęłam czas najgorszy z tegorocznych - blisko 65 minut. Po raz kolejny przekonałam się, że na falenickiej wydmie karty rozdaje pogoda. Obiecałam sobie, że etap trudów falenickich pora zamknąć (o analizie formy i widokach na przyszłość po pierwszych dwóch startach można poczytać tu).

Po "dobrym" wg mnie zamknięciu stycznia, gdzie kilometraż poszybował do 210 km (screen z dzienniczka treningowego poniżej), w lutym rozpoczęłam treningi jakościowe: tj. sporo biegów w drugim zakresie, BNP i interwałowe zabawy biegowe. 


Początkowo ciężko się je biegało, ale w drugim tygodniu lutego miałam wrażenie "odetkania" i zadane przez Trenera prędkości zaczęły wychodzić już bez oszałamiającego zmęczenia. Na każdym takim ciężkim treningu powtarzałam sobie, że "im cięższy trening, tym łatwiej na zawodach".

Na pierwszą lutową Falenicę (czwarty start w ramach cyklu) przygotowałam się sprzętowo. Pożyczyłam kolce i pozostałości po śniegu i lodzie przestały być problemem. Od startu gnałam, niezważając na podłoże. Noga trzymała się zarówno piachu, jak i lodowych akcentów w lesie. W końcu czułam, że biegnie mi się dobrze, że utrzymuje dobry rytm i tempo. 



Wciągałam kolejne kółka i kilometry z przyjemnością. Nie było umierania na trasie jak w poprzednich biegach, choć miny mówią same ze siebie, że wysiłek był... Aż trudno uwierzyć, że oba zdjęcia są zrobione w ciągu jednej minuty!


Na mecie pojawiłam się po godzinie od startu (oficjalny czas 60'03''). W końcu wszystkie pętle zrobiłam po 20 minut! Jest nad czym jeszcze pracować, bo do życiówki na tej trasie zostają trzy minuty z okładem, ale efekty pracy widać i to motywuje do dalszego, mocnego biegania. Yeeaah!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz