sobota, 10 lutego 2024
Zimowe formy robienie czyli treningowe traile pod bieganie AD 2024
niedziela, 31 grudnia 2023
Rok 2023 z lotu ptaka czyli bieganie na formy utrzymanie
niedziela, 29 października 2023
jak urozmaicić wybiegania czyli etapowo biegam wokół Warszawy
- Pogorzel - Wiązowna (17km)
- Wiązowna - Międzylesie (10 km)
- Międzylesie - Rembertów (11km)
- Rembertów - Nadma
- Nadma - Nieporęt
- Nieporęt - Chotomów
- Chotomów - Modlin
- Modlin - Zaborów (etap rowerowy; poza czerwonym szlakiem jako dopełnienie pętli)
- Zaborów - Podkowa Leśn
- Podkowa Leśna - Antoninòw
- Antoninów - Zalesie Górne
- Zalesie Górne - Góra Kalwaria
- Góra Kalwaria - Otwock Wielki
- Pogorzel - Otwock Wielki (13km)
Następnym razem zaczynamy w miejscu dzisiejszego finiszu, czyli w okolicach Majalandu i biegniemy do dalej.
W pewnej chwili ścieżka skręca w lewo, przemierza jedną wydmę i prowadzi prosto na szczyt kolejnej, a ścieżka prowadzi ku kamieniu Piłsudskiego.
Dalej szlak prowadzi przez szeroki dukt Lasu Sobieskiego.
Po przemierzeniu trasy 801 rozpoczyna się etap chodnikowo-uliczny, najmniej ciekawy, szczególnie gdy wszyscy wracają po pracy do domu, a tak trafiłam. Szczerze jednak mówiąc można ciut podgonić tempo po wolniejszej przeprawie w leśnym błocie. Tyle plusów :)
Za zabudowaniami Otwocka Wielkiego kończy się chodnik i do Nadbrzeża piechurom/biegaczom zostaje pobocze. Ku Kępie Nadbrzeskiej, gdzie wiedzie trasa dalej lepiej chyba nie jest, ale to do sprawdzenia. Być może następnym razem.
piątek, 6 stycznia 2023
Zimowe Biegi Górskie 2023 czyli łapię bazę w pierwszym kwartale
niedziela, 9 października 2022
lato, o którym już chcę zapomnieć, czyli więcej nie biegam niż biegam
Czas zebrać myśli i podsumować letnie miesiące. Jakoś nigdy szczególnie dobrze nie biegało mi się w wakacje, ale to co się dzieje w tym roku, to przechodzi ludzkie pojęcie. Mam wrażenie, jakby kłody rzucane mi były pod nogi. Starałam się od lipca wrócić do planu treningowego, serwowanego przez Szefa, ale co z trzy tygodnie idzie już dobrze, to dopada mnie niemoc, zmęczenie i przytłacza codzienność. Rytmu treningowego nie ma w moim życiu za grosz, co zacznę, to coś...
Czerwiec - wybiegane 96km
Po kwietniowej Ultra Wysoczyźnie w Elblągu, którą uważam za sukces roku, nie dowiodłam sił i motywacji do maratonu Rzeźnika. Z jednej strony wiem, że długo regeneruje się po dystansach okołomaratońskich, a z drugiej życie rodzinne dowaliło fajerwerki i w dzień startu w Bieszczadach jedyne co miałam ochotę zrobić, to zostać na kwaterze, a nie dać sobie w kość na trasie.
Lipiec - wybiegane 95km
Zaczęłam biegać z planem i celem, jakim jest bieg na dystansie 10km w październiku jako test formy i chrapka by zbliżyć się do życiówki na tym dystansie (czas 51’44 z czerwca’17). Zaczęłam dobrze, były cztery tygodnie w ryzach i się rozjechało… Głowa zaprzątnięta czym innym i serca do biegania już nie starczyło.
Sierpień - wybiegane 55km
Tropikalne upały organiczają ciut możliwości wyjścia w ciągu dnia, natłok w pracy i sprawach rodzinnych dociska mocno, co powoduje, że nadal częściej zostaje na tarasie niż wychodzę przewietrzyć buty biegowe.
Gdy 20 sierpnia zerknęłam na kalendarz biegowy i okazało się, że biegam regularnie aż raz(!) w tygodniu, przeprowadziłam ze sobą poważną rozmowę o priorytetach i od razu… wyszłam biegać. Wymówki czasowe, pogodowe i zmęczeniowe odeszły w dal, a w nogi weszły kilometry. Jednak nie na hurrra, tylko na spokojnie i z kontrolą tygodniowych przebiegów. Biegan wg zadań od trenera, ale prowadzę własne godzinowe statystyki aktywności, które często odpowiadają mi na pytanie: czemu jestem zmęczona?
Wrzesień - wybiegane 86km
08.09.2022
Wrócił rytm zajęć na pływalni, zatem łatwiej o wychodzenie biegać bez wymówek, bo zostają na te treningi tylko określone dni. To dobrze mi robi. Motywacja z pogadanek ze sobą z sierpnia ciągle żywa, a i Bieg z Radością jako test formy coraz bliżej.
18.09.2022
Nie chcę zapeszać, ale bieganie mi „idzie”. Oprócz jednego weekendu, gdy zostałam w pieleszach i odpuściłam, to nie ma gadania i robota (zadania biegowe od trenera) się robi. Analizując tempa i czasy, widzę, że forma jest podobna do lipcowej, a biorąc pod uwagę sierpniową dziurę w moim bieganiu to jest nie najgorzej. Realnie jednak podchodząc do celu, jaki wyznaczyłam sobie na październikową dyszkę, to na zbliżenie do życiówki na tym dystansie szans nie mam. Jeśli wybiegam mniej niż 55 minut to będzie dobrze. Wszystko, co będzie mniej uznam za bonus.
30.09.2022
Znowu mi wypadł tydzień biegania, jednak w ferworze przygotowań do rodzinnej uroczystości i przed urlopem zwyczajnie wolałam zostać w domu i odpocząć niż gnać kilometry po okolicy. Zaraz po tym urlopowo wszedł rytm biegań i długich spacerów. Nie uratowało to formy, ale zapewniło mniejszy ewentualny zgon na trasie dychy zapewne.
09.10.2022
Nie będę ukrywać, że nie martwiły mnie letnie przerwy w bieganiu. Wolę jak jest lekko i przyjemnie, a nie górzyście i z mozołem. Jednak po przeczytaniu, że nie tylko mnie dotykają chwile zwątpienia i zmęczenia (biegowych blogerów również) i że tydzień wolnego nie zabiera aż tyle wydolności by rwać z głowy włosy - jestem spokojniejsza. Oczywiście dobrego one nie przynoszą, ale w końcu amatorzy nie samym bieganiem żyją. Taki los :)
Z tą myślą wystartowałam w Biegu z Radością i pokonałam 10km w 57’30 z tętnem średnim 179 uderzeń/min. Jest wyjście do pracy zimą. Uważam to za sukces, treningowo długie odcinki biegałam 45sek/min dłużej, a tu udało się utrzymać tempo 5’45 na całym dystansie.
Jednym słowem - po roku szurania można zacząć planować nowy sezon z apetytem na życiówki.
niedziela, 29 maja 2022
pomiędzy startami czyli osiem tygodni by formy nie zepsuć, a poprawić, wzmocnić
niedziela, 24 kwietnia 2022
wspaniale poczuć biegową moc czyli Ultra Wysoczyzna na piątkę z plusem
To był fantastyczny weekend. Znowu w drodze, znowu ze znajomymi, znowu z zawodami. A na dodatek w okolicach Elbląga, czyli prawie jak u siebie.
Na wieść o imprezie na Wysoczyźnie Elbląskiej aż zaświeciły mi się oczy i nie było opcji bym nie wystartowała. Niestety dystans, który najbardziej zachęcał to 52 km ze startem w Tolkmicku i metą w elbląskiej Bażantarni, bo mniejsze (12 i 25 km) zakładały pętle tylko po lesie przy mieście. Uznałam, że będzie to doskonała próba przed powrotem na ponadmaratońskie dystanse i na zawody w ogóle. Ostatni mój start na dystansie długim to było 65km w Innsbrucku we wrześniu 2020 roku, potem nastąpiła przerwa w moim trenowaniu i nie było sensu kusić się na poważne bieganie. Generalnie odpuściłam i dopiero w grudniu 2021 udało się wziąć biegowo w garść.
Na starcie na Rynku w Tolkmicku stałam raczej niewyraźna i spięta. Niby to miał być bieg treningowy, jednak uzgodniłam sama ze sobą, że warto by było przynajmniej godzinę z dziesięciogodzinnego limitu urwać. Uznałam, że zobaczenie ósemki z przodu to będzie sukces. Zupełnie nie wiedziałam, czy mój plan „biegania na czuja" się sprawdzi, co przyniesie trasa i dystans.
Starałam się zacząć spokojnie, co w gronie dwustu biegaczy na starcie łatwe nie jest. Już na drugim kilometrze zostałam na szarym końcu stawki, bo mocno pilnowałem by nie biec szybciej niż tempem 6’30/km. Bycie na końcu zupełnie mnie przeraża, gdyż na dystansie 52km to nie pierwsze kilometry decydują o kolejności na mecie. Robiłam swoje. Powoli i do przodu. Kto wyprzedzał na trasie, ten wie, o czym mówię.
Podzieliłam sobie trasę na odcinki po 13km i interesowało mnie tylko, by te cztery zadania odhaczyć. Pierwszy etap minął jeszcze przed dotarciem do Kadyn na punkt odżywczy z zespołem ludowym i pierogami. Biegliśmy dość długo świetną szutrówką w lesie, potem na skarpie w Suchaczu czekał nas widok na Zalew Wiślany.
Kolejne kilometry wiodły lasami i polami na skrzyżowanie wśród pól w Próchniku, gdzie rozpoczęłam czwarty etap z lekkim kryzysem wśród alei ze starodrzewiem i jemiołą w Pięknym Lesie. Trzy kilometry lekko w dół dały mojej głowie popalić. W nogach miałam już ponad 30 km i miałam wrażenie, jakby ta droga nie miała się skończyć. Na szczęście w końcu pojawiły się kolejne wzniesienia do pokonania i ta różnorodność terenu pozwoliła wrócić mi do względnej równowagi.
W Krasnym Lesie na ostatni etap zmieniłam buty. To był zabieg kontrolowany (być może w przyszłości zajdzie taka potrzeba) i biorąc pod uwagę, że ledwo wcisnęłam stopę w moje inov8ty, to już wiem, których na przebranie nie brać. Na szczęście nie ucierpiały paznokcie, ale obtarłam sobie mocno palucha. Po blisko 40km stopy są większe niż mniejsze i zakładanie butów, które są dobre do dystansu półmaratonu, to nie był najszczęśliwszy pomysł. Nauczka na przyszłość jest.
13 km, tj. 1/4 trasy - 1:4026 km, czyli połowa dystansu - 2:0039 km, 3/4 trasy - 2:0052 km, meta - 1:50Czas całości 7:29’30
czwartek, 24 marca 2022
upadki już były, pora na wzloty czyli moje kolejne podejście do regularnego biegania
Biegałam wolno i bacząc na tętno - to była nowość. Zapomniałam, że kiedyś potrafiłam szybciej. W tym czasie tylko raz wybiegałam dystans 10 kilometrów. Moje bieganie to były najczęściej około godzinne wyjścia z dysyansami 7-9 kilomterów. Dwa razy w styczniu zdarzał mi się mocnejszy bieg - były to starty w Zimowych Górskich Biegach w Falenicy (ukończone z czasami 43'11 i 43'36 - porównywalne z rokiem 2014, rekordy tej trasy są z 2017 roku i oscylują około 40 minut).
Marzec domykam biegowo w 138 km podczas 15 wyjść. Rowerowo zrobiłam 68 km. Treningi dopełniał basen (6/9), joga i masowanie mięśni pistoletem (nowe narzędzie przyjemności).
piątek, 24 grudnia 2021
I chciałabym i nie mogę czyli zbieram się w sobie mimo pandemii i anemii
Dyszka w Biegu Marszałka w Sulejówku z czasem godzinnym pokazała, że funkcjonowanie od anemii do anemii sensu większego nie ma i po ponad dwóch latach bez mięsa wróciłam do diety zwierzęcej. Zmiany wprowadziłam również w swój reżim treningowy - postanowiłam zacząć biegać na tętno i zobaczyć, co wnienie do mojego biegania ta szkoła. Czuję się, jakbym po dziewięciu latach biegania wróciła do przedszkola i nadrabiała podstawy. Z ciekawością będę obserwować czy w 2022 przyjdzie nowe.
czwartek, 31 grudnia 2020
2020 rok w skrócie czyli moje bieganie w czasie pandemii
- w maju: wydłużam dystans - 65 km pobiegnę dookoła Innsbrucka,
- wrzesień: przebiec 42 km ze złamanymi czterema godzinami.

















